Geoblog.pl    tygrysiepodroze    Podróże    Brazylijska Przygoda    W rytmie samby (część druga)
Zwiń mapę
2015
16
lis

W rytmie samby (część druga)

 
Brazylia
Brazylia, Rio de Janeiro
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 12672 km
 
Na początku zacznę od opisania wydarzeń jakie miały miejsce pierwszego dnia w Rio już po dokonaniu poprzedniego wpisu. Jako że mieszkaliśmy na granicy dzielnic Santa Teresa i Łapa, Paweł oznajmił że koniecznie musimy odwiedzić jedno miejsce. W każdy weekend, wieczorem jedna z ulic jest zamykana dla ruchy samochodowego a pojawiają się stragany z różnego rodzaju smakołykami i napojami - alkoholowymi ale nie tylko. Prócz tych straganów, pojawiają się także grupy muzyków umilających czas. Po napełnieniu żołądków zatrzymaliśmy się przy jednej z takich grup. I doprawdy nie wiem ile czasu tam spędziliśmy ale myślę że sporo. W tej muzyce było coś niesamowitego, wręcz hipnotyzującego! Niesamowite jest to jak brazylijczycy (ale nie tylko) zaczynają na ulicy tańczyć sambe. I to jak tańczą! Szczególnie taniec kobiet jest niesamowity. Pewne część z Was pomyśli że piszę tak jako typową męską szowinistyczna św unia, ale nie przejmuję się tym. To co zobaczyłem to moje i nikt mi tego nie odbierze. Atmosfera była tak niesamowita że już po chwili sam zacząłem tańczyć i mimo że nie była to samba (już po chwili rozpoznano we mnie gringo) to bawiłem się świetnie. To co widziałem to zupełnie coś innegood tego czego uczono mnie na kursie tańca. Brazylijska samba naprawdę ocieka wręcz seksem i zmysłowością.

Po krótkiej nocy i śniadaniu zmusiłem Pawła do zwiedzania Centro, czyli można by powiedzieć historycznej części miasta. Było tam kilka punktów godnych uwagi ale...Paweł miał trochę racji, szału nie ma. A może to przez kontrast z tym co widziałem wcześniej? A jeśli już mowa o kontrastach...

Przed wyjazdem kilka osób przestrzegało mnie abym nie odwiedzał faweli. Wtedy nawet przez myśl mi to nie przeszło. Ale Paweł stwierdził że muszę poznać inne oblicze Brazyli, to mniej przyjemne. Tak oto udaliśmy się do Santa Marta - faweli uznawanej za bezpieczną (jest tam nawet trasa turystyczna) odkąd w 2008 roku policja militarna dokonała tam pacyfikacji. Podczas owej pacyfikacji rzekomo pozbyto się wszystkich gangsterów, dilerów narkotyków i im podobnych, ale podobno nie jest tak do końca. Nie ma tutaj za wiele do opisania - bieda i brud. Nie zobaczymy tego na pocztówkach. Nie mogę powiedzieć że było to miłe doświadczenie ale cieszę się że tam byłem.

Jako że tego dnia Paweł wracał do siebie, pozostało nam mało czasu na zwiedzanie czegokolwiek. Byłem nawet za tym aby od razu udać się na lotnisko aby uniknąć ryzyka spóźnienia się. Ale Paweł który przejął od brazylijczyków typowy chyba dla nich luz i beztroske, stwierdził że zdążymy a nawet jeśli nie to trudno. Udaliśmy się na Copacabane. Plaża jest ogromna, podczas zabaw sylwestrowych bawi się na niej nawet dwa miliony ludzi. Niestety ze względu na kiepską pogodę (deszcz i mróz bo tylko jakieś 23-25°C) tego dnia była opustoszała. Ale ja nie mogłem sobie odmówić zanurzenia nóg w Atlantyku (woda równie lodowata jak powietrze). Rio jest niesamowite!
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedził 2% świata (4 państwa)
Zasoby: 15 wpisów15 26 komentarzy26 39 zdjęć39 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
09.11.2015 - 26.11.2015