Geoblog.pl    tygrysiepodroze    Podróże    Brazylijska Przygoda    Weekend pełen wrażeń
Zwiń mapę
2015
22
lis

Weekend pełen wrażeń

 
Argentyna
Argentyna, Puerto Iguazú
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 16929 km
 
Chwilę się nie odzywałem więc postaram się nadrobić zaległości. O Pantanalu odpowiedziałem w formie obrazowej. Słownie skomentowałbym to tak parafrazując klasyka: jaguara nie ma ale też jest zajebiście. Teraz czas na ten weekend. A działo się sporo...

W sobotę z samego rana wyleciałem do Sao Paulo gdzie miałem spotkać się z Pawłem i złapać lot do Iguazu. Już wtedy organizm dawał mi subtelne znaki że coś niepokojącego się dzieje ale jak to mam w zwyczaju, zignorowałem je. Zresztą co mogłem zrobić. Na lotnisku spotkałem się z Pawłem którego gościnną naturę już Wam opisałem - oczywiście pojawił się z piwkiem! A jako że jestem na wakacjach to zasada "nie piję przed południem" została zawieszona. Poza tym potrzebowałem lekarstwa. I rzeczywiście, wydawało się że organizm zareagował pozytywnie. Ale jak się okazało, naiwne były moje nadzieje. Kiedy tylko wsiedliśmy do samolotu, okazało się że musiała mi zaszkodzić kolacja z dnia poprzedniego. Tak moi drodzy, dopadła mnie... (jako że czytają to wrażliwe osoby na dodatek mające rozwiniętą wyobraźnię, nie powiem co. Podpowiem tylko że zaczyna się na "S" a kończy na "czka"). Moja pierwsza na innym kontynencie! ☺
Ale nie martwcie się, mój organizm jest silny i zwalczyłem tą zarazę w 24h.

No ale to nie jedyne co tego dnia się wydarzyło, co to to nie. Kiedy już wylądowaliśmy w Iguazu, udaliśmy się na dworzec autobusowy skąd mieliśmy bezpośrednie połączenie do Paragwaju, gdzie mieliśmy nocować. I już zaraz po dotarciu na dworzec, w momencie kiedy ja gorączkowo szukałem toalety, Paweł zorientował się że stracił portfel a razem z nim: brazylijski dowód osobisty, trzy karty płatnicze, trochę gotówki. Mimo usilnych prób (pszeszukanie autobusu, sprawdzenie wszystkich koszy na śmieci w okolicy i paru innych miejsc) nie udało się go odzyskać. Całe szczęście, paszport był w plecaku. Nasze kolejne kroki skierowaliśmy na posterunek policji gdzie Paweł zgłosił sprawę. Przy okazji był podrywany przez jedną z policjantek. Trochę starsza ale zawsze to miłe łechce męską próżność więc Paweł od razu mi się tym pochwalił. Ma chłop branie.

W tym miejscu chciałbym uspokoić wszystkie osoby które obawiają się że i ja mogę być tutaj kuszony wdziękami pięknych brazylijek. Ku mojej rozpaczy żadna mnie nie podrywa. Nie żebym tego chciał czy potrzebował! Ale byłoby miło...

Ale wracam do tematu. Po wizycie na posterunku udaliśmy się do Paragwaju a tam...inny świat. Pełno straganów z przeróżnymi rzeczami (najwięcej było podrabianych ubrań) co chwilę galeria handlowa (chyba głównie dla brazylijczyków którzy robią tam tańsze zakupy), każda z tych galerii a także wiele mniejszych sklepów i stacji benzynowych ma ochroniarza z shotgun'em w rękach, wszędzie rdzawy pył...generalnie zupełnie inaczej. Zakwaterowaliśmy się i poszliśmy zwiedzać miasto. Wrażenia opisałem wyżej.

No i nastała niedziela. Rano autobusem dostaliśmy się do Argentyny. Tutaj szybko złapaliśmy autobus do Parku Narodowego i zakupiliśmy bilety aby móc obejrzeć wodospady. Tak więc udaliśmy się sprawdzić czy rzeczywiście są tak spektakularne. I wiecie co? SĄ SPEKTAKULARNE. Byliśmy napluć diabłu w twarz, a właściwie to w gardło - Garganta del Diablo. Po raz kolejny zamiast opisywać postaram się wrzucić zdjęcia i podesłać wam linka.

Jako że zgłodnieliśmy, poszliśmy do restauracji a tam szwedzki stół. Byliśmy przekonani że jedzenie jest na wagę, ale kiedy już nałożyliśmy na talerze co trzeba, okazało się że nie. Możemy jeść ile chcemy a cena od osoby jest stała - 260 peso (1 peso to ok. 0,42 PLN). Nie chcieliśmy wyjść na Czereśniaków których odstrasza cena, więc zrobiliśmy dobrą minę do złej gry i postanowiliśmy zachować się prawdziwie po polsku - w końcu jesteśmy tu ambasadorami Polski. Mianowicie zdecydowaliśmy że jemy do rozpuku, pod korek. Skoro tyle zapłaciliśmy to przynajmniej się ożremy:) I tak było a następnie przyszedł czas zapłaty.

Pamiętacie że Paweł nie ma kart? Tak więc płacić miałem ja - kartą jako że gotówka która mi została miała pokryć koszt mojego dojazdu taksówką na lotnisko. Rachunek opisywał na kwotę 720 peso. Nie zgadzają Wam się wyliczenia? Spieszę z wyjaśnieniem - do wzoru należy dodać zmienną PIWO (oznaczmy ją X) a następnie przemnożyć przez cztery. Wracając do tematu płatności, wyciągnąłem moją srebrną kartę kredytową (powodzi mi się co?) i udałem się do terminala (terminalu?) w celu uregulowania rachunku. I tutaj niespodzianką - moja karta nie została zaakceptowana. Nic to, próbujemy jeszcze raz. Efekt ten sam. No ale mam jeszcze kartę debetową. I wiecie co? No i nic, ona też nie działa. Zaczęła mi w głowie rodzić się myśl że będziemy zmywać naczynia. Co robić...

Paweł został wzięty przez obsługę za zakładnika a ja skierowałem się do bankomatu. No ale że jestem rozsądny to ustawiłem sobie niewysoki (ale w pełni mnie satysfakcjonujący) limit dziennej wypłaty z bankomatu. No i już rano wykorzystałem 80% tego limitu (wiecie, bilety autobusowe, bilety wstępu, kasa na taksówkę na lotnisko) a na karcie kredytowej mój limit wypłat jest minimalny (jaki idiota będzie wypłacać z karty kredytowej kiedy to tyle kosztuje). Tak więc udało mi się wybrać niewiele i łącznie z kasą na taksówkę miałem 550 peso czyli 170 za mało. Trochę skucha.

Wróciłem do restauracji i zaczęliśmy szukać rozwiązania. Postanowiłem zrobić przelew bankowy na ich konto a oni się zgodzili i użyczyli komputera. Alleluja jesteśmy uratowani. Tylko że jednak nie. Argentyna to dziwny kraj, mają dziwny format kont bankowych (zdaje się że nie są w systemie światowym gdzie mamy IBAN - pewnie przez kryzys sprzed kilkunastu lat). No to co robić. Wiem! PayPal i wszystko się uda. No ale oni nie mają PayPal'a. Kur*a!!! Ostatnia deska ratunku - Aga mieszka w Argentynie i na pewno może i wie jak robić przelewy. Zrobi to za mnie. Kurczę jak to dobrze mieć znajomych w różnych częściach świata! Ale tak, zgadliście - nie udało się bo Aga nie dostała jeszcze tokena☺

W akcie rozpaczy postanowiliśmy spróbować jeszcze raz z moją kartą kredytową. I tutaj sukces!!! Haha nie no żartuję, transakcję odrzuciło. Ostatni próba z kartą debetową...wiecie co? Tym razem NA PRAWDĘ się udało. Czyli obyło się bez zmywania talerzy☺Ale straciliśmy masę czasu, Paweł musiał wracać. A ja miałem godzinę do zamknięcia parku. Postanowiłem jechać na lotnisko...

Tak więc działo się całkiem sporo, niestety parę razy było mało fajnie. Czuję też niedosyt bo przez sprawę w restauracji nie zobaczyłem nic poza Gardzielą Diabła. Ale i tak jest fajnie☺ Teraz Buenos Aires.

Na koniec zagadka. Kto pierwszy w komentarzu odpowie prawidłowo, temu stawiam dobre piwko: ile wynosi X?

PS. Paweł Ty nie możesz brać udziału w konkursie☺
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (4)
DODAJ KOMENTARZ
Aga
Aga - 2015-11-23 03:44
Czy ja mogę brać udział w konkursie jako, że jestem w innej strefie czasowej i mam trochę fory?:p
 
Marcin
Marcin - 2015-11-23 10:42
50 peso za piwo :D ?
 
tygrysiepodroze
tygrysiepodroze - 2015-11-23 13:42
No i mamy zwycięzcę:) Brawo Marcin!
 
Pawel
Pawel - 2015-11-25 02:31
Weekend przyznaje - pelen wrazen - szkoda tylko, ze wiecej bylo tych negatywnych, niz pozytywnych przygód. Ale podróze ksztalca! Paragwaj i ta krajowa muzyka w rozklekotanym autobusie wylozonym drewnianym parkietem, z licznymi fredzelkami i futerkiem pod kolor na kierownicy, eh, inny swiat!
Czekamy wszyscy na wpis z Buenos Aires, czy udalo sie poprawic pierwsze srednie wrazenie z Argentyny!!
 
 
zwiedził 2% świata (4 państwa)
Zasoby: 15 wpisów15 26 komentarzy26 39 zdjęć39 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
09.11.2015 - 26.11.2015